Strona główna / Galeria / Tragedia w kopalni „Wujek”

Tragedia w kopalni „Wujek”

 

 fot.1
fot.1
 fot.2
fot.2
 fot.3
fot.3
 fot.4
fot.4
 fot.5
fot.5
 fot.6
fot.6
 fot.7
fot.7
 fot.8
fot.8
 fot.9
fot.9
 fot.10
fot.10
 fot.11
fot.11
 fot.12
fot.12
 fot.13
fot.13
 fot.14
fot.14

Inne materiały

 Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 1
Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 1
 Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 2
Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 2
 Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 3
Notatka służbowa z zabezpieczenia pogrzebu górnika KWK Wujek - s. 3
 Plan zabezpieczenia przez Wydział B pogrzebów górników z KWK Wujek
Plan zabezpieczenia przez Wydział B pogrzebów górników z KWK Wujek
 Zdjęcie nr 1 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
Zdjęcie nr 1 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
 Zdjęcie nr 2 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
Zdjęcie nr 2 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
 Zdjęcie nr 3 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
Zdjęcie nr 3 zrobione z ukrycia przy krzyżu przy kopalni Wujek
Kilka dni przed Wigilią 1981 r. w Katowicach oraz w innych miejscach Polski, po cichu, pod czujnym okiem tajnej policji, odbyły się pogrzeby górników zabitych 16 grudnia tamtego roku w kopalni „Wujek” w Katowicach.

Był stan wojenny. Pogrzebom towarzyszył strach i przerażenie, potęgujące samotność rodzin. Okazało się jednak, że zachowała się dokumentacja tamtych wydarzeń - zdjęcia z pogrzebów oraz tajne raporty funkcjonariuszy SB.

Ostatnie pożegnanie. 19 grudnia o godz. 11.00 na cmentarzu przy ul. Francuskiej rozpoczął się pogrzeb Bogusława Kopczaka (fot.11,12,13). Wokół kaplicy, w której znajdowała się trumna, zgromadziło się ok. 200 osób. Liturgii pogrzebowej przewodniczył ks. Walerian Ogierman. Jak zapisano w notatce służbowej: „słowo pożegnalne przed złożeniem trumny do grobu wygłosił ksiądz. Po około 10 minutach uczestnicy pogrzebu opuścili cmentarz. Jedynym mówcą podczas tej uroczystości był ksiądz. Jego wypowiedzi nie zawierały elementów wrogich, a zawierały jedynie treści religijne”. 21 grudnia rano o godz. 9.00 w Katowicach Piotrowicach pochowany został Ryszard Gzik. W trakcie uroczystości ks. Waldemar Dekiel, proboszcz z miejscowej parafii, podziękował w imieniu biskupa katowickiego Herberta Bednorza wszystkim uczestnikom uroczystości oraz tym, którzy pomogli rodzinie załatwić formalności związane z pogrzebem. Następnie w kościele pw. NSPJ w Piotrowicach odbyła się Msza św. za duszę zmarłego. Podobny przebieg miał pogrzeb Zbigniewa Wilka (fot.14), pochowanego tego samego dnia, dwie godziny później, także na cmentarzu w Piotrowicach. W ceremonii wzięli udział m.in. koledzy zabitego - ok. 70 osób - którzy przyjechali dwoma autokarami zakładowymi.21 grudnia o godz. 13.00 w Katowicach Ligocie odbył się pogrzeb Józefa Czekalskiego. Ceremonia rozpoczęła się w kaplicy cmentarnej, gdzie ustawiono trumnę. Zgromadziła się przy niej liczna grupa osób, m.in. żona i córka zabitego oraz dziewięciu zakonników z pobliskiego klasztoru franciszkańskiego. Po pogrzebie odprawiono Liturgię żałobną w bazylice pw. św. Ludwika Króla i Wniebowzięcia NMP w Katowicach Panewnikach. W raportach SB zapisano, że w czasie homilii miejscowy proboszcz, ojciec Justyn Widuch, powiedział m.in. „Zebraliśmy się tu po to, by uczcić śmierć Józefa, ojca i męża, jak również tych, którzy oznaczali tę czarną ziemię na biało śniegiem przysypaną w zaczerwienieniu swojej krwi. Utworzyły się barwy narodowe, biało-czerwone”. Niewątpliwie kazanie o. Justyna było pierwszym publicznym hołdem oddanym górnikom z „Wujka”, a jednocześnie zwróceniem uwagi, że ich ofiara wpisała się w narodowy dramat tamtych czasów. Słowa te miały tym większą wartość, że zostały wypowiedziane w czasie, gdy w mediach trwała obrzydliwa nagonka na górników z „Wujka”, przedstawianych jako warchoły i chuligani. W tym samym czasie poza Śląskiem chowano pozostałych górników z „Wujka”. 18 grudnia do Rostarzewa pod Poznaniem rodzina zabrała ciało Zenona Zająca. W dokumentach brak jest informacji na temat okoliczności i miejsca pogrzebu. 20 grudnia w Tarnogrodzie pod Zamościem został pochowany Józef Giza. W pogrzebie wzięło udział, według szacunków SB, ok. 300 osób. Także 20 grudnia w Niedośpielinie, gmina Wielgomłyny, woj. piotrkowskie, został pochowany 19-letni Andrzej Pełka, najmłodszy z górników zastrzelonych w kopalni „Wujek”. W jego pogrzebie uczestniczyło ok. 150 osób.7 stycznia 1982 r. na cmentarzu ewangelickim w Mikołowie został pochowany Joachim Gnida (fot.4,5,6,7). Uroczystościom, w których wzięło udział ok. 100 osób, przewodniczył miejscowy pastor ks. Jan Gross. Gdy chowano górników z „Wujka”, żył jeszcze ostatni z ciężko postrzelonych Jan Stawisiński. Od momentu, gdy kula zomowca trafiła go w głowę, nie odzyskał przytomności. W szpitalu w Katowicach Ochojcu czuwała przy nim matka. Zmarł rano 25 stycznia 1982 r. Jego pogrzeb odbył się 29 stycznia 1982 r. na cmentarzu komunalnym w Koszalinie. Uczestniczyło w nim ok. 200 osób. Jak odnotowano, oprócz rodziny także działacze miejscowej „Solidarności”. Ówczesne władze zrobiły wiele, aby śmierć górników z „Wujka” poszła w zapomnienie. Publikując archiwalne zdjęcia i meldunki opisujące ich pogrzeby, przypominamy ich ofiarę oraz wspominamy rodziny, które bez najbliższych zasiadły do wigilijnego stołu w grudniu 1981 r. Groby zabitych górników z kopalni „Wujek” rozrzucone są po całym kraju. Jakby dla podkreślenia, że ich ofiara nie odnosiła się wyłącznie do miejsca, na którym zginęli. Są symbolami walki o Polskę suwerenną i sprawiedliwą.

fot.3. Ojciec Justyn był proboszczem w Katowicach Panewnikach. - Pamiętam, że przed pogrzebem zabitego na „Wujku” Józefa Czekalskiego ubecy nachodzili Justyna po trzy razy dziennie albo i częściej. Chcieli go zmusić, żeby odbyło się wyłącznie ciche poświęcenie grobu - wspomina ojciec Damian. Ojciec Damian na własne oczy widział, jak w końcu ojciec Justyn nie wytrzymał. - Widziałem, jak chwycił ubeka za kołnierz i wyprowadził z rozmównicy aż na furtę.- I co na to esbek - pytamy zaciekawieni.- Nic, odgrażał się tylko - wspomina ojciec Damian. - Potem latami władze robiły Justynowi trudności np. przy zatwierdzaniu trasy procesji Bożego Ciała - dodaje. Wbrew woli SB Msza św. w czasie pogrzebu odbyła się więc w kościele. Potężny panewnicki kościół cały zapełnił się ludźmi. Nic dziwnego, ojciec Justyn do tego stopnia zlekceważył żądania SB, że ogłosił termin pogrzebu z ambony. - Pamiętam, jak odpowiadał tajniakowi, że on i tak zrobi to, co mu podpowiada sumienie - wspomina ojciec Damian. Ludzie na tym pogrzebie byli przygnębieni. - Taki to był czas, pełen napięcia. Ale zgromadzeni byli jednocześnie bardzo skupieni i rozmodleni - mówi ojciec Damian. Blisko kościoła stoi klinika, w której leżeli górnicy ranni w kopalni „Wujek”. - Franciszkańscy klerycy od razu 16 grudnia oddawali dla nich krew. A potem przygarnialiśmy w klasztorze bliskich tych rannych. Nieraz tutaj nocowali - wspomina ojciec Damian. Ojciec Justyn był proboszczem w Panewnikach przez 29 lat, aż do śmierci. Zmarł w 1994 roku.

fot.10. Wujek Wojtek przytrzymał Agnieszkę za ramiona. Dziewczyna rzuciła swoją małą wiązankę w czeluść grobu, wprost na trumnę tatusia. Funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa nacisnął spust migawki. Tatę Agnieszki zabili milicjanci w kopalni „Wujek” 16 grudnia 1981 roku. Agnieszka jest dzisiaj nauczycielką polskiego, żoną i matką. - Wiedziałam, że te fotografie istnieją. Widziałam, jak tajniacy je robili. Ciekawe, czy ci ludzie wiedzą, że my dzisiaj mamy z tych zdjęć pożytek - mówi. W czasie pogrzebu swojego ojca miała jedenaście lat. Agnieszka zapamiętała też milicyjną blokadę przed cmentarzem w katowickiej dzielnicy Piotrowice. - Milicjanci sporo osób zawrócili sprzed samej bramy. Ale nie wiedzieli, że z tyłu cmentarza jest mała furtka. Nie obsadzili jej i sporo przyjaciół taty weszło tamtędy - opowiada. W grudniu 1981 roku w Katowicach kwiaciarnie miały zakaz sprzedawania kwiatów. A to dlatego, że ludzie masowo kupowali je i nosili pod krzyż na „Wujku”. Wdowa po Ryszardzie ubłagała jednak jakąś kwiaciarkę. „Tylko nikomu nie wspominajcie, skąd macie te kwiaty” - zastrzegła sprzedawczyni. Zrobiła większe wiązanki dla dorosłych i małą dla Agnieszki. Krystyna Gzik, matka Agnieszki i wdowa po Ryszardzie, zapamiętała trudności z zawiadomieniem rodziny o pogrzebie. - Pojechaliśmy na wariata, bez żadnej przepustki, do Dąbrowy Górniczej zawiadomić rodziców Ryśka. Udało się - wspomina. Witek, brat Ryszarda, przyjechał na pogrzeb z Częstochowy. Władze nie chciały mu dać przepustki. Naopowiadał więc, że jego brat jest tylko ranny i wymaga opieki. Przepustkę dostał. Część rodziny próbowała się jednak przebić do Katowic bez zezwoleń. Agnieszka jest jedynaczką. - Bardzo chciałam mieć rodzeństwo. Rodzice też myśleli o kolejnym dziecku. Nie zdążyli - mówi. Dzisiaj Agnieszka jest mamą rocznego Olka. Nosi podwójne nazwisko Gzik-Pawlak. - Przyjaźnię się z córkami innych zamordowanych na „Wujku”, z Magdą, córką Zbigniewa Wilka, i Kasią, córką Bogusława Kopczaka. Wszystkie jesteśmy już mężatkami i mamy dzieci. I wszystkie zachowałyśmy panieńskie nazwiska, żeby uczcić naszych ojców - mówi.

Opis do zdjęć autorstwa Andrzeja Grajewskiego i Przemka Kucharczyka pochodzi z Gościa Niedzielnego (nr 51/2003).
Powrót
Drukuj
Generuj plik PDF
Poleć stronę znajomemu