Nawigacja

Tragedia w kopalni „Wujek”

 
Kilka dni przed Wigilią 1981 r. w Katowicach oraz w innych miejscach Polski, po cichu, pod czujnym okiem tajnej policji, odbyły się pogrzeby górników zabitych 16 grudnia tamtego roku w kopalni „Wujek” w Katowicach.

Był stan wojenny. Pogrzebom towarzyszył strach i przerażenie, potęgujące samotność rodzin. Okazało się jednak, że zachowała się dokumentacja tamtych wydarzeń - zdjęcia z pogrzebów oraz tajne raporty funkcjonariuszy SB.

Ostatnie pożegnanie. 19 grudnia o godz. 11.00 na cmentarzu przy ul. Francuskiej rozpoczął się pogrzeb Bogusława Kopczaka (fot.11,12,13). Wokół kaplicy, w której znajdowała się trumna, zgromadziło się ok. 200 osób. Liturgii pogrzebowej przewodniczył ks. Walerian Ogierman. Jak zapisano w notatce służbowej: „słowo pożegnalne przed złożeniem trumny do grobu wygłosił ksiądz. Po około 10 minutach uczestnicy pogrzebu opuścili cmentarz. Jedynym mówcą podczas tej uroczystości był ksiądz. Jego wypowiedzi nie zawierały elementów wrogich, a zawierały jedynie treści religijne”. 21 grudnia rano o godz. 9.00 w Katowicach Piotrowicach pochowany został Ryszard Gzik. W trakcie uroczystości ks. Waldemar Dekiel, proboszcz z miejscowej parafii, podziękował w imieniu biskupa katowickiego Herberta Bednorza wszystkim uczestnikom uroczystości oraz tym, którzy pomogli rodzinie załatwić formalności związane z pogrzebem. Następnie w kościele pw. NSPJ w Piotrowicach odbyła się Msza św. za duszę zmarłego. Podobny przebieg miał pogrzeb Zbigniewa Wilka (fot.14), pochowanego tego samego dnia, dwie godziny później, także na cmentarzu w Piotrowicach. W ceremonii wzięli udział m.in. koledzy zabitego - ok. 70 osób - którzy przyjechali dwoma autokarami zakładowymi.21 grudnia o godz. 13.00 w Katowicach Ligocie odbył się pogrzeb Józefa Czekalskiego. Ceremonia rozpoczęła się w kaplicy cmentarnej, gdzie ustawiono trumnę. Zgromadziła się przy niej liczna grupa osób, m.in. żona i córka zabitego oraz dziewięciu zakonników z pobliskiego klasztoru franciszkańskiego. Po pogrzebie odprawiono Liturgię żałobną w bazylice pw. św. Ludwika Króla i Wniebowzięcia NMP w Katowicach Panewnikach. W raportach SB zapisano, że w czasie homilii miejscowy proboszcz, ojciec Justyn Widuch, powiedział m.in. „Zebraliśmy się tu po to, by uczcić śmierć Józefa, ojca i męża, jak również tych, którzy oznaczali tę czarną ziemię na biało śniegiem przysypaną w zaczerwienieniu swojej krwi. Utworzyły się barwy narodowe, biało-czerwone”. Niewątpliwie kazanie o. Justyna było pierwszym publicznym hołdem oddanym górnikom z „Wujka”, a jednocześnie zwróceniem uwagi, że ich ofiara wpisała się w narodowy dramat tamtych czasów. Słowa te miały tym większą wartość, że zostały wypowiedziane w czasie, gdy w mediach trwała obrzydliwa nagonka na górników z „Wujka”, przedstawianych jako warchoły i chuligani. W tym samym czasie poza Śląskiem chowano pozostałych górników z „Wujka”. 18 grudnia do Rostarzewa pod Poznaniem rodzina zabrała ciało Zenona Zająca. W dokumentach brak jest informacji na temat okoliczności i miejsca pogrzebu. 20 grudnia w Tarnogrodzie pod Zamościem został pochowany Józef Giza. W pogrzebie wzięło udział, według szacunków SB, ok. 300 osób. Także 20 grudnia w Niedośpielinie, gmina Wielgomłyny, woj. piotrkowskie, został pochowany 19-letni Andrzej Pełka, najmłodszy z górników zastrzelonych w kopalni „Wujek”. W jego pogrzebie uczestniczyło ok. 150 osób.7 stycznia 1982 r. na cmentarzu ewangelickim w Mikołowie został pochowany Joachim Gnida (fot.4,5,6,7). Uroczystościom, w których wzięło udział ok. 100 osób, przewodniczył miejscowy pastor ks. Jan Gross. Gdy chowano górników z „Wujka”, żył jeszcze ostatni z ciężko postrzelonych Jan Stawisiński. Od momentu, gdy kula zomowca trafiła go w głowę, nie odzyskał przytomności. W szpitalu w Katowicach Ochojcu czuwała przy nim matka. Zmarł rano 25 stycznia 1982 r. Jego pogrzeb odbył się 29 stycznia 1982 r. na cmentarzu komunalnym w Koszalinie. Uczestniczyło w nim ok. 200 osób. Jak odnotowano, oprócz rodziny także działacze miejscowej „Solidarności”. Ówczesne władze zrobiły wiele, aby śmierć górników z „Wujka” poszła w zapomnienie. Publikując archiwalne zdjęcia i meldunki opisujące ich pogrzeby, przypominamy ich ofiarę oraz wspominamy rodziny, które bez najbliższych zasiadły do wigilijnego stołu w grudniu 1981 r. Groby zabitych górników z kopalni „Wujek” rozrzucone są po całym kraju. Jakby dla podkreślenia, że ich ofiara nie odnosiła się wyłącznie do miejsca, na którym zginęli. Są symbolami walki o Polskę suwerenną i sprawiedliwą.

fot.3. Ojciec Justyn był proboszczem w Katowicach Panewnikach. - Pamiętam, że przed pogrzebem zabitego na „Wujku” Józefa Czekalskiego ubecy nachodzili Justyna po trzy razy dziennie albo i częściej. Chcieli go zmusić, żeby odbyło się wyłącznie ciche poświęcenie grobu - wspomina ojciec Damian. Ojciec Damian na własne oczy widział, jak w końcu ojciec Justyn nie wytrzymał. - Widziałem, jak chwycił ubeka za kołnierz i wyprowadził z rozmównicy aż na furtę.- I co na to esbek - pytamy zaciekawieni.- Nic, odgrażał się tylko - wspomina ojciec Damian. - Potem latami władze robiły Justynowi trudności np. przy zatwierdzaniu trasy procesji Bożego Ciała - dodaje. Wbrew woli SB Msza św. w czasie pogrzebu odbyła się więc w kościele. Potężny panewnicki kościół cały zapełnił się ludźmi. Nic dziwnego, ojciec Justyn do tego stopnia zlekceważył żądania SB, że ogłosił termin pogrzebu z ambony. - Pamiętam, jak odpowiadał tajniakowi, że on i tak zrobi to, co mu podpowiada sumienie - wspomina ojciec Damian. Ludzie na tym pogrzebie byli przygnębieni. - Taki to był czas, pełen napięcia. Ale zgromadzeni byli jednocześnie bardzo skupieni i rozmodleni - mówi ojciec Damian. Blisko kościoła stoi klinika, w której leżeli górnicy ranni w kopalni „Wujek”. - Franciszkańscy klerycy od razu 16 grudnia oddawali dla nich krew. A potem przygarnialiśmy w klasztorze bliskich tych rannych. Nieraz tutaj nocowali - wspomina ojciec Damian. Ojciec Justyn był proboszczem w Panewnikach przez 29 lat, aż do śmierci. Zmarł w 1994 roku.

fot.10. Wujek Wojtek przytrzymał Agnieszkę za ramiona. Dziewczyna rzuciła swoją małą wiązankę w czeluść grobu, wprost na trumnę tatusia. Funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa nacisnął spust migawki. Tatę Agnieszki zabili milicjanci w kopalni „Wujek” 16 grudnia 1981 roku. Agnieszka jest dzisiaj nauczycielką polskiego, żoną i matką. - Wiedziałam, że te fotografie istnieją. Widziałam, jak tajniacy je robili. Ciekawe, czy ci ludzie wiedzą, że my dzisiaj mamy z tych zdjęć pożytek - mówi. W czasie pogrzebu swojego ojca miała jedenaście lat. Agnieszka zapamiętała też milicyjną blokadę przed cmentarzem w katowickiej dzielnicy Piotrowice. - Milicjanci sporo osób zawrócili sprzed samej bramy. Ale nie wiedzieli, że z tyłu cmentarza jest mała furtka. Nie obsadzili jej i sporo przyjaciół taty weszło tamtędy - opowiada. W grudniu 1981 roku w Katowicach kwiaciarnie miały zakaz sprzedawania kwiatów. A to dlatego, że ludzie masowo kupowali je i nosili pod krzyż na „Wujku”. Wdowa po Ryszardzie ubłagała jednak jakąś kwiaciarkę. „Tylko nikomu nie wspominajcie, skąd macie te kwiaty” - zastrzegła sprzedawczyni. Zrobiła większe wiązanki dla dorosłych i małą dla Agnieszki. Krystyna Gzik, matka Agnieszki i wdowa po Ryszardzie, zapamiętała trudności z zawiadomieniem rodziny o pogrzebie. - Pojechaliśmy na wariata, bez żadnej przepustki, do Dąbrowy Górniczej zawiadomić rodziców Ryśka. Udało się - wspomina. Witek, brat Ryszarda, przyjechał na pogrzeb z Częstochowy. Władze nie chciały mu dać przepustki. Naopowiadał więc, że jego brat jest tylko ranny i wymaga opieki. Przepustkę dostał. Część rodziny próbowała się jednak przebić do Katowic bez zezwoleń. Agnieszka jest jedynaczką. - Bardzo chciałam mieć rodzeństwo. Rodzice też myśleli o kolejnym dziecku. Nie zdążyli - mówi. Dzisiaj Agnieszka jest mamą rocznego Olka. Nosi podwójne nazwisko Gzik-Pawlak. - Przyjaźnię się z córkami innych zamordowanych na „Wujku”, z Magdą, córką Zbigniewa Wilka, i Kasią, córką Bogusława Kopczaka. Wszystkie jesteśmy już mężatkami i mamy dzieci. I wszystkie zachowałyśmy panieńskie nazwiska, żeby uczcić naszych ojców - mówi.

Opis do zdjęć autorstwa Andrzeja Grajewskiego i Przemka Kucharczyka pochodzi z Gościa Niedzielnego (nr 51/2003).
do góry